Zapach miasteczka
Jest miasteczko, którym niezmiennie rządzi jeden Władca. Jest budżet, który niezmiennie rośnie dzięki sprzedaży terenów - ile i jak się da. Są ludzie, którym niezmiennie coraz trudniej żyć: jednych ta sytuacja męczy do tego stopnia, że mają już całkiem dość - inni próbują mimo wszystko coś robić...
Ostatnim przychodzą do głowy przeróżne pomysły. Raz - by stworzyć interes. Taki, co nie da się stracić. Dwa - by zniechęconych zaktywizować, dać nadzieję na polepszenie bytu. Albo chociaż zająć ich czymś - niech nie myślą, że wszystko stracone.
Pierwszy przypadek to konieczność bycia Konsumentem.
Bo Konsument to jest Ktoś. Je i pije, a nie tylko wącha; kupuje, nie tylko ogląda; jeździ, nie chodzi. Oj, jak mu się wiedzie, to zatrudnia, a nie szuka pracy! Gdyby jednak mu się nie powiodło, albo gdyby miał więcej pomysłów niż pieniędzy na ich realizację - nie jest mu łatwo. W banku konta ma dwa, ale puste i za krótko. Majątku jeszcze nie zbił, więc zaufania bank nie okaże. Może Władca, przecież Konsument na niego głosował! Władca ma nawet specjalny fundusz na rozwój podwładnych! I tu prawda pierwsza: Masz pomysł - najpierw się przedstaw i zapytaj o zgodę Władcy! Władca ocenia Konsumenta: nieznany, niekarany, poglądy w normie... Ale, ale! Czy Konsument nie wie, że Janek od Wojtka ma już taki interes?!? To co się Konsument wpycha?!? Przecież dla wszystkich nie starczy! Konsument bierze nogi za pas i włóczy się po znajomych, może nie wiedzą, że Janek od Wojtka ma interes. W końcu dorywa Baśkę, co ma oszczędności i się nudzi, ciągną pług we dwa konie, wbrew woli Władcy. Bez ulg podatkowych, bez przywolenia, bez udziału w miasteczkowej giełdzie ofert... Ech, nie jest łatwo. Konsument je i pije, ale nie do syta; kupuje, ale tanie marki; jeździ, ale struclem, a nie bryką.
Przypadek drugi, to konieczność Bytu niematerialnego.
Bo Byt, to coś więcej niż jedzenie, kupowanie i jeżdżenie. Niematerialny Byt jest jak oddychanie. Bez niego ani, ani. Byt to Człowiek. Człowiek to naprawdę Ktoś. Idzie Ktoś zadumany, nagle znalazł Coś. To prawdziwe Coś - pozwoli nie tracić nadziei, samorealizować się wielu. A w wielości siła. Ta samorealizacja, ten sens i nadzieja na bycie Kimś sprawią, że mniej ważne jest bycie Konsumentem.
Wróćmy więc. Ktoś znalazł prawdziwe Coś. Zaraził Czymś wielu, zaczęli się samorealizować. Idzie im całkiem nieźle, tworzą Kulturę. No, Władca co prawda powinien ją tworzyć, ale pewnie nie znalazł owego Czegoś. Kultura kwitnie, a Zapach jej kwiatów pozwala zapomnieć o jedzeniu, piciu, kupowaniu i jeżdżeniu. Kulturę jednak należy podlewać. Władca proszony o to przybywa, roznieca nadzieje! Podlewa... ale nie za kołnież. Klepie po plecach, każe robić zdjęcia. I tu prawda druga: Po raz wtóry ci powtarzam: nie wcinaj się, póki nie zaproszą. Nie dla wszystkich słońce świeci. Rzeczony poci się, rozmyślając skąd wziąć nawóz, do cholery, jak znowu nawóz!!! Chwileczkę, kasę to my już Kryśce od Agnieszki daliśmy! Ile można na te kulture łożyć?!? A osirodek? On ci przecież od krzewienia! No i poszedł Ktoś w odstawkę. No nie, żeby całkiem. Kwiaty i zdjęcia zostały, jest ładnie. Ktoś zaraża nadal, choć wie, że kwiaty bez Nawozu nie będą tak piękne. Ich zapach nie wystarczy Wielu. A zdjęcia wypłowieją.
(Czegoś jednak tu brakuje. Coś jest nie tak. Abarot.)
Jest miasteczko, jest Władca, jest Konsument z Baśką i Ktoś, co ma Coś. Miasteczko jest, bo jest, Władca panuje od wielu lat, choć do sprzedania coraz mniej. Konsument z Baśką pług ciągnie, je i pije nie do syta, kupuje tanio, jeździ beleczym. Ktoś ma już tylko coś i więdnie. Wielu nie czuje Zapachu często i intensywnie, jak dawniej.
Co jest nie tak? Znacie takie miasteczko? Co tu, do jasnej ciasnej, należy zmienić? CO JEST NIE TAK?!?
Pozdrawiam,
Ziuta
Szanowna Redakcjo (bo cenzury nie ma?) – proszę nie usuwać „do cholery” z tekstu – to literacko ważny i uzasadniony zwrot. Opisane miejsca i sytuacje są fikcyjne – podobnie przedstawione osoby i imiona są dobrane kompletnie przypadkowo. Dwa konie u pługa też.
Autor:
Ziuta