Szpital Zachodni - refleksje internauty
Jestem jednym z wielu (jak widać z ostatnich doniesień medialnych) niezadowolonych pacjentów Szpitala Zachodniego w Grodzisku Maz. Nie będę opisywać swojego przypadku, to nie jest ważne w tej chwili. Jako zawodowy informatyk spędzam w sieci wiele czasu. Podczas surfowania w ostatnim czasie, natrafiłem na kilka ciekawych informacji na temat tego szpitala i osób w nim pracujących.
Niektóre potwierdzają niestety, że opisywane ostatnio afery nie są jedynymi przypadkami złego traktowania pacjenta. Oto okazuje się, że gdybym był np. lekarzem, którego źle tam potraktowano, to natychmiast będą przeprosiny ze strony dyrekcji. I tu kilka cytatów:
"Mieszkam w Grodzisku. Z tym szpitalem coś jest nie tak. Powiecie, że z każdym jest coś nie tak, ale z tym jest szczególnie nie tak. To jest oczko w głowie marszałka Struzika, powiat żyruje pożyczki na rozbudowę tej placówki, duże pożyczki. Nie ma ginekologii, choć jest obiecywana od wielu lat. Kiedyś zawiozłem tam dziecko z objawami zapalenia opon mózgowych. Była noc. Izba przyjęć, wychodzi pani doktor wyglądająca, jakby ją ktoś przed chwilą obudził ze snu wiecznego za pomocą iskry elektrycznej, cała się trzęsła pod brzemieniem lat. Bada to moje dziecko, przygina mu główkę do piersi, a ten mówi że go boli i płacze. Ona się przestraszyła i powiedziała, że musimy jechać do Warszawy, bo oni nam tu na to zapalenie opon nic nie poradzą (To jest jeden z największych szpitali w województwie). Na koniec zapytała go jeszcze czy może co innego go boli, a on powiedział, że oczka. To mu zapisała krople do oczu, ot tak, żeby z pustymi rękami z nocnej pomocy nie wychodził. Masa takich historii się tam zdążą. Całe szczęście, że to nie było zapalenie opon tylko ucha i też go głowa bolała. Jakoś sobie z tym poradziliśmy bez pomocy szpitala.
Krąży plotka, że dyrektor Płukis pracowała kiedyś w NIK i jest przez to nie do ruszenia. Ja tego nie wiem na pewno, ale ludzie tak mówią. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że rzeczywista funkcja tego szpitala nie jest zgodna z deklarowaną. Opowiadanie, że pogotowie uknuło spisek przeciwko szpitalowi to jest szczyt idiotyzmu. Aha, jeszcze jedno, parę lat temu mówiło się o zamknięciu tego szpitala, ale burmistrz, rozpieszczany przez media znacznie bardziej niż Waldy Dzikowski (gdzie "Rzeczpospolita" ma oczy, jak te nagrody przyznaje?!) wpadł na pomysł genialny w swej prostocie: zaprosił prymasa i nadał szpitalowi imię Jana Pawła II. Tak już jest kochani, że nie da się zamknąć placówki noszącej to imię, a przynajmniej nie w województwie Mazowieckim.
brazos http://tatarstan1.salon24.pl/"
Lub to:
Wypowiedź z portalu Naczelnej Izby Lekarskiej.
Piszę w związku z artykułem, zamieszczonym w "Pulsie" nr 4/2005 (str. 35), dotyczącym Szpitala Zachodniego w Grodzisku Maz., w którym mieszkam. (...)
Jestem lekarzem z kilkunastoletnim stażem klinicznym i znam dobrze polską służbę zdrowia z różnych stron, dzięki czemu jako pacjent staram się jej starannie unikać. Niestety, w przypadku moich mocno wiekowych rodziców nie jest to możliwe. 4 kwietnia trafili oni do izby przyjęć omawianego szpitala, gdzie zgłosili się do rejestracji z ostrym bólem zamostkowym u mojego 76-letniego ojca. Po 3 godzinach oczekiwania na niewy- godnym krześle i obserwacji, jak są przyjmowane inne osoby - spoza kolejki - rodzice, nieznający agresji, poprosili o zwrot dokumentów - z zamiarem opuszczenia tego przybytku. Dopiero wtedy zainteresowano się nimi i pobrano krew na badania po krótkiej rozmowie z lekarzem. Kazano znowu czekać. W międzyczasie ja dotarłem z pracy i czekałem wraz z rodzicami kolejne 2 godziny.
Nie uzyskawszy żadnej informacji ani porady, zadecydowaliśmy ponownie, że jedyne, co można zrobić, to przenieść się do innego, cywilizowanego, miejsca, i zgłosiliśmy to w rejestracji. Ponieważ tym razem przedstawiłem się jako lekarz, zainteresował się wreszcie nami lekarz dyżurny, który - wpisawszy w karcie stan zagrożenia życia i fakt opuszczenia izby na własne żądanie (po 5 godzinach czekania w pozycji siedzącej przez zagrożonego!) - był nawet łaskaw zadzwonić później do domu z wynikami badań, wskazującymi na ostry epizod wieńcowy. Udałem się z ojcem do izby przyjęć Instytutu Kardiologii w Aninie i tu - nagle jakbym się znalazł w innym świecie - natychmiast po przedstawieniu powodu zgłoszenia pacjentowi ponownie pobrano krew i umieszczono mojego tatę w pozycji leżącej, a 2 godziny później przeprowadzano już koronarografię z angioplastyką.
Cóż powiedzieć ... O bezduszności, braku wyobraźni, złej organizacji w Grodzisku? O profesjonalizmie w Aninie ? (chwała Panu, profesorze Religa!)
To naprawdę nie kwestia różnic sprzętowych, tylko podejścia do pacjenta. (...)
Wasz stały czytelnik dr n. med. Zbigniew BENTKOWSKI, neurolog pediatra
Pragnę przeprosić naszego pacjenta, któremu nie udzielono pomocy lekarskiej w izbie przyjęć w krótkim czasie od chwili jego przyjścia i poinformowania o swoich dolegliwościach. Ten fakt - postawę pracowników izby - oceniam bardzo negatywnie.
Izba przyjęć w Szpitalu Zachodnim przyjmuje średnio 100 pacjentów dziennie. Na początku tego roku została pozbawiona sali obserwacyjnej w pełni monitorowanej. O likwidacji tej sali zadecydował Powiatowy Inspektor Sanitarny, ponieważ nie miała okna. Brak tej sali przy tak dużej liczbie przyjęć pacjentów powoduje, że udzielenie im szybkiej pomocy, obserwowanie ich w warunkach bezpiecznych jest niemożliwe.
W dniu opisanego tu przykrego zdarzenia w godz. 13.00 - 18.00 pogotowie ratunkowe przywiozło nam do izby przyjęć czterech pacjentów, którym udzielono pierwszej pomocy oraz przyjęto 20 pacjentów na oddziały szpitalne.
Jesteśmy szpitalem wieloprofilowym przyjmującym nie tylko pacjentów leczących się kardiologicznie, lecz również dzieci i pacjentów z urazami.
Do pacjenta wysłaliśmy pismo w wyjaśnieniem i przeprosinami.
Krystyna PŁUKIS, dyrektor
Szpitala Zachodniego w Grodzisku
A przecież na taką właśnie reakcję czekają państwo Agata i Artur, którzy dzięki totalnej indolencji SOR stracili dziecko.
Może teraz z innej beczki. Pani Płukis idzie w zaparte i nie chcąc nikogo przepraszać, zwala winę na miejscowe pogotowie ratunkowe. Że niby nieuczciwie walczy o kontrakt. To ciekawe. Jak donosi prasa (m.in. ten portal również), Szpital Zachodni co i rusz dostaje jakieś dotacje, prezenty, dary... I takimi właśnie darami są karetki (ambulanse) używane w tym szpitalu. Ostatnio dostali znowu jakąś (za 40 tys. PLN - ciekawe co to za zabytek?). Wyników konkursu na pogotowie ratunkowe w Grodzisku Maz. jeszcze nie ma, a tu.... proszę bardzo. Szpital ogłasza przetarg na dwie NOWE karetki typu R (ratunkowe). Muszą być całkiem nowe i dobrze wyposażone. (Informacja ze strony www.e-przetargi):
OPIS PRZEDMIOTU ZAMÓWIENIA
1. Zestawienie parametrów granicznych przedmiotu zamówienia – ambulans
ratunkowy typ C
Marka, typ, nazwa handlowa oferowanego ambulansu typ
C: ................................................................................
Ambulans fabrycznie nowy, rok produkcji - 2007
2. Zestawienie parametrów granicznych przedmiotu zamówienia – ambulans
ratunkowy typ B
Marka, typ, nazwa handlowa oferowanego ambulansu typ
B: ................................................................................
Ambulans fabrycznie nowy, rok produkcji - 2007
Koniec cytatu. Czyżby pani Płukis była aż tak pewna swego? Czy może karetki, które do tej pory stały sobie dzielnie pod szpitalem kwalifikują się już jedynie do utylizacji? Pewnie dlatego nie zaproponowano przewiezienia pani Agaty szpitalną karetką do pruszkowskiego szpitala.
Teraz trzeba dodatkowo wyposażyć te pojazdy. Tego akurat nie rozumiem. Skoro ogłasza się przetarg na nowiutkie karetki z wyposażeniem, to po jakiego czorta publikuje się za chwilkę takie oto coś:
"Grodzisk Mazowiecki: Wyposażenie w sprzęt ratownictwa medycznego karetek.
Numer ogłoszenia: 204220 - 2007; data zamieszczenia: 24.10.2007"
Nic to. Pewnie cieszyć się należy, że szpital wzbogaci się o nowiutki sprzęt.
Surfujmy dalej. Tak nam dobrze idzie...
Jak tyle się w szpitalu naszym dzieje to i kasa na to wszystko jest potrzebna. I oto powiat grodziski przeznacza co chwilkę nowe dotacje, ministerstwo rozwoju też nie zostaje w tyle, a kasy wciąż mało i mało. Jednak dzielna pani dyrektor zaznacza na każdym kroku, że jej placówka długów nie ma. A jeśli ma to takie, które są normalne i spłacalne albo i niekoniecznie. Więc po co pani dyrektor kredyt długoterminowy z banku?
II.1.5) Całkowita końcowa wartość zamówienia (bez VAT) obejmująca wszystkie zamówienia i części: 845709,63 PLN. wygrał NORDEA BANK POLSKA S.A., ul. Kielecka 2, 81-303 Gdynia, kraj/woj. pomorskie.
To spora kasa. Ale cóż. Widocznie niezbędna. Niezbędne są zapewne i bony podarunkowe, które równie ochoczo zamawia szpital:
(Fragment ogłoszenia przetargowego Szpitala Zachodniego)
Wykonawca zobowiązuje się dostarczyć (na swój koszt i we własnym zakresie ) bony
podarunkowe w ilości:
- 600 szt. o nominale 100,00 zł tj. 60.000,00
- 1.000 szt. o nominale 50,00 zł tj. 50.000,00
- 1.000 szt. o nominale 20,00 zł. tj. 20.000,00
- 800 szt. o nominale 10,00 zł. tj. 8.000,00
Pomijam teraz wartość zamówienia, te drobne 138 tysięcy PLN jakoś się zdobędzie, wszak szpital ma tylu dobroczyńców. Zastanawia mnie bardziej fakt ilość bonów. To 3 400 sztuk!!!
Czyżby były to bony dla pracowników szpitala z okazji zbliżającej się Gwiazdki? A może szpital obdarować chce nimi jeszcze pacjentów, ich rodziny i wszystkich samorządowców? Ale bony po 10 zeta? Czy to nie lekka przesada?
Pani dyrektor, jako były pracownik NIK, zdaje sobie zapewne sprawę z tego, że ta instytucja działa nadal. Nawet wpadła na chwilę do Szpitala Zach. w kwietniu tego roku. Nie dopatrzyła się wszak wielkich uchybień, ale jednak.....
"Stwierdzone nieprawidłowości dotyczyły:
1. Inwestor zastępczy w okresie sierpień 2006 r. - grudzień 2006 r. zawarł 4 umowy z firmą
[...]1 na wykonanie instalacji gazów medycznych w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym i
Oddziale Urologii oraz na dostawę wyposażenia o łącznej wartości netto 52.927,34 zł,
mimo, że suma wartości tych zamówień publicznych przekraczała kwotę 6.000 euro.
Podzielenie zamówienia publicznego było działaniem niezgodnym z art. 32 ust. 2, art. 7
ust. 3 i art. 10 ust. 1 ustawy z dnia 29 stycznia 2004 r. Prawo zamówień publicznych (t.j.
Dz.U. z 2006 r. Nr 164 poz. 1165 ze zm.).
2. Nierzetelne sprawdzenie obmiaru zrealizowanych robót budowlano-wykończeniowych
oraz kosztorysu powykonawczego przez inspektora nadzoru inwestorskiego doprowadziło
do zawyżenia wynagrodzenia wykonawcy. Stwierdzono zawyżenie obmiaru robót
o 4,11 m2 za wykonanie okładzin ściennych z paneli systemowych M120 w salach
operacyjnych oraz w pomieszczeniach przygotowania lekarzy i pacjentów Szpitalnego
Oddziału Ratunkowego. Spowodowało to, że inwestor zastępczy dokonał zapłaty
wyższego wynagrodzenia firmie [...]2 o 7.300,68 zł, w stosunku do wysokości
wynagrodzenia określonego w umowie, tj. 2.662,7 tys. zł. W toku kontroli NIK inwestor
zastępczy wyegzekwował od ww. firmy nadpłacone wynagrodzenie za wykonane roboty."
No właśnie. Tu omija się nakaz ogłaszania przetargu na grubą kasę, a ogłasza przetarg na bony, a innym płaci się więcej niż powinno. Może NIK wpadnie raz jeszcze do Szpitala i przyjrzy się tym właśnie przetargom?
W ciągu zaledwie godziny znalazłem te informacje w sieci. Nie chciało mi się dłużej surfować i odpuściłem. Tylko czy powinny odpuszczać odpowiedzialne za tę instytucję władze?
Pozdrawiam
Internauta z Gliwic
Autor:
internauta