|
Drogi śmierci
29-05-2009, 17:52:21
Artykuł ukazał się na łamach portalu www.zabiowolscy.pl To, co jest tutaj opisane, zdarza się wszędzie wokół. Ulica może nazywać się Główna, Wiejska, czy w jakikolwiek inny sposób. Kierowco, nie lepiej myśleć przed, niż żałować po..? --------------------
"Zwykła, gminna droga. Do niedawna polna, od jakiegoś czasu dumniej prezentująca się w nowym asfalcie. Droga, którą najkrócej z trasy można dojechać do Kaleni, Ojrzanowa, Skuł, czy dalej w kierunku Grójca. Ulica Główna - w Hucie Żabiowolskiej.
Droga z ograniczeniem prędkości do 40 km/h, którego nikt nie przestrzega. Gdzie samochody i motocykle jadą częstokroć z prędkościami w okolicach setki, nie zważając na nic i na nikogo. Droga, na której spotkać policjanta z radarem nie sposób, ale gdzie łatwo spotkać można śmierć lub kalectwo.
Droga zapomniana przez władze gminy, ale ulubiona przez piratów drogowych. Kiedyś założono garb zwalniający. Niefortunnie dokładnie na wysokości furtki jednej z mieszkanek. Być może to zwykłe niedopatrzenie. Być może zwykła głupota. Po jej protestach i skargach, że samochody omijając garb rozjeżdżały jej wjazd na posesję - zlikwidowano ogranicznik. Hulaj dusza, piekła nie ma, gaz do dechy, co tam ograniczenia...
Na efekty nie trzeba długo czekać. Na poboczach straszą wyszczerzonymi zębami i bielejącymi kośćmi domowi ulubieńcy. Tu leży rudy kot, uderzony zderzakiem srebrnej Corsy, kawałek dalej widać łapę z resztkami skóry i sierści jakiegoś psa. Dwa miesiące temu w połowie drogi dogorywał potrącony kot. Charczał i rzucał się, nie dopuszczając jakby do siebie myśli o śmierci. Do końca uparcie trzymający się życia. Ktoś wziął go na ręce, zaniósł do właścicielki. Po tygodniu ktoś inny potrącił psa. Wina właściciela, że nie dopilnował. Ale jadąc z dozwoloną tu prędkością trudno byłoby go zabić. Mija kilka dni i mój kot trafia pod koła. Zmiażdżona głowa, drgawki, zamglone oczy. Gdy go znalazłem naprzeciwko domu był jeszcze ciepły. Wyglądałby jakby spał..gdyby nie mózg wylewający się nozdrzami.
W domu rozpacz. Dzieci. Żona.
To niby tylko zwierzę, ale jak domownik przecież. A kierowca, jadący drogą i zabijający czyjegoś przyjaciela nawet się nie zatrzymał. To tylko kot, prawda?
Co kilka dni rozgrywa się tu jakaś tragedia. Ginie jakieś zwierzę. Mam dzieci. Co będzie, jak wybiegną pod koła? Czy dopiero wtedy ktoś z władz gminy zareaguje? Czy dopiero śmierć człowieka coś tutaj zmieni?
Może powinienem pozbierać leżące truchła i zanieść komuś do gminy? Może powinienem zapakować martwego kota i wręczyć go komendantowi naszej Policji?
Kto odpowiada za to, co się dzieje? Kto powinien odpowiadać w chwili, gdy stanie się tragedia?
Jestem coraz bardziej przerażony tym, co widzę przez okno."
Autor: RMR
|